|
czemu?
konstrukcja
oasis
albumy
UK Top 40...
tłumaczenia
akordy
zdjęcia
media
liam
vs robbie
powiedzieli
wywiady
wembley
apo
heathen
chemistry
awards
e-kartki
od Was
artworki
sondy
słownik
pojęć
recenzje
linki
ksiega
gości
podziękowania
funny
łebmasterka
|
Spora
grupka z APO spotkała się ponownie.
Foty:
http://mlyniec.gda.pl/~jerry/apo
- dzięki, Dzerry. [ nie działa ]
http://bewareofdarkness.republika.pl
- dzięki, /amina.
Stąd
można ściągnąć fotki (plik
rar). [ także nie działa ]
Na
tej stronie znajdziejsz zdjęcia z Warszawy, Londynu, Poznania... Dzięki,
amina.
Zjazd
w Gorzowie i koncert w Berlinie 2003.
Właściwie nie wiem czy
komuś się będzie chciało brnąć przez ten koślawy tekst ale piszę go właściwie
dla sobie żeby sobie jeszcze raz przeżyć te trzy rewelacyjne dni .
We wtorek wczesnym rankiem zerwłąme się z łózka , obudziłęm braciszka i
wbiliśmy na dworzec . Tam spotkaliśmy się z Kasią i Gwiazdorem ( któych
oczywiście nie poznałęm i jak zwykle niezawodne okazały się komórki ) . Po
chwili zjawili się też Besz ( kumpel mojego brata ( Juniora ) i Agnieszka . W
takim skłdzie wsiedliśmy w pocig ( dorgi zresztą jak jasny gwint bo okzało
się że połowę trasy trzeba przejechać ekspresem . W przedziale przełąmanie
pirwszych lodów , zaghajenie rozmowy itp :) . Troszkę sobie z juniorem powyliśmy
, z agą na fajkę się wyskoczyło i nim się obejrzałęm byliśmy już w krzyżu
. Trzeba było jakoś spożytkować te 2,5 h któe zostały nm do przyjazdu
kolejnego pocigu . Co też uczyniliśmy . Szybkie zakupy w sklepie ) piwo wino wódka
ajzz ..a konkretnie kilka piwek , papieroski , 2 nalewki , ciasteczka ) i z wyłdowanymi
śiatakami , widzeni kobiecą intuicją Agnieszki poczęlimy szukać miejsca na
piknik ...znaleźlimy idealne . stolik i 2 ławki pod blokami koło kubłów na
śmieci . Tu następowało dalsze przełamuwanie lodów ( o ile przyjemniejsze
pod wpływem piwa wina wóki i jazzu : ) )
Jeszcze kilka fotek i wybiła godzina odjazdu do Gorzowa . Znowu ledwo co zdżyliśmy
na pociąg..ale jednak . I około 17 byliśmy na miejcu ( po drodze w napadzie
pijackiej wyobrażni wyrzuciłem przez okno ( przypadkiem !! ) pamiętne kasine
logo oasis jeszcze z czasów spotkania w Poznaniu ...sorry dziewczynko !! :) .
Na dworcu odebrał nas Sytko ..nasz mentor , przewodnik i gruru kartografii .
Wbiliśmy pod do klubu...jeszcze zamkniętego więc wbiliśmy tylnymi drzwiami .
Tam szef poinformował nas co i jak ( jedzonko do zamówienia z bratniej knajpy
, alkohol niedostępny dla młodzieży młodszej , sprzęt grający taki a taki
. ) i przejęliśmy knajpę . Na telebimach lecą a to teldyski , a to
wywietlane są zdjęcia z nszych poprzednich zjazdów a to jakiś koncert .
Ludzie się powoli schodzą , my się też rozkręcamy . Zaczyna się wielkie
granie . Mamy bas , 2 gitary , klawisze i tamburyny . Klawiszowiec jest
przygotowany doskonale..w jego maszyneri zapamitane są różne wstawki
perkusyjne itd z piosenek oasis . Champagne Supernova i np Gas Panic brzmią
naprawdę świetnie . Zresztą inne też . Na poczatku znosimy mikrofony ze
sceny i śpiewamy siedząc " na widowni " ale z czasem nabieramy
odwagi i coniektózy z nas zasiadają na krzesełkach stojcych na scenie .
Ludziom się naprawdę podoba nawet tym któzy z oasis nie maj nic wspólnego (
jak mi mówił póżniej szef klubu niektózy zaglądneli przypakiem na jedno
piwko...a wyszli z pubu o 2-giej w nocy ..to o czymś świadczy ) . Potem
przerwa w graniu na FTM i czy There And Than . Znowu my na scenę . Oasis oasis
oasis ... stone roses , myslovitz , the verve . Klimaty znane i lubiane . W międzyczasie
wyskoczyłęm z juniorem i beszem na zwiedzanie Gorzowa . Pojeździliśmy
tramwajem , pośledziła nas policja . ważne było dla nas obczajenie terenu w
zwizku z tym że nie mieliśmy wykupionych miejsc w schronisku .I choć warunki
meteo w żaden sposób nie sprzyjały nocowaniu pod gołym niebemen nie dalimy
się przekonać do wspomnianego schroniska . Tymczasem ekipa coraz bardziej pod
wpływem ( pozdrowienia dla Burta :) ) . Śpiew przeradza się powoli w wycie .
Umykają nam z pamięcy akordy gitarowe , teksty..ale kto by się przejmował
szczegółami ...biesiadujemy dalej .
Jednak z czasem ludzie zaczęli się rozchodzić . Najpierw obcy , potem
nasi..zwartą grupą do noclegowni . W klubie zostaliśmy ja , junior, besz i
obsługa . Na szczęście szef klubu zaoferoałnam nocleg u siebie w domu wic
zamiast szlajać się po zalabym deszczem Gorzowie zajechalimy merolem pod
poniemiecką willę gdzie posiliwszy się grochóką o godzinie 3 w nocy
spokojnie pogrążyliśmy się w śnie ( pozdorwienia dla kuby... wspaniały człowiek
mówię wam ) . Rano budzik obudził o 10 tej . Spotkanie było umówione na
10:45 . Oczywicie nie zdżyliśmy więc zmieniwszy plany przez komórkę
posililiśmy się w " jadłodajni pod łabędziem " ( pierogi ruskie ,
naleśniki , stek weprzowy , kompot i orenżada ...wszystko pół darmo jak to w
baracgh mlcznych ...cudo ! ) i dalej na dworzec . Nejpier przeprawa do kostrzyna
. Potem zakup biletów do berlina ( droooogo ! ... w dodatku pkp zasysa jeszcze
po 18 zł za przejazd przez jakiś marny mot graniczny..Złodzieje ! ) . Tym ro
sposobem w portwelach dwuch z trzech braci B ( :) ) została bezdenna pustka .
Podróż mija nam spokojnie i bez ekscesów ( poza huligańskim wybrykiem
Gwiazdora któy położyłnogi na siedzeniu za co oberwał od konduktora : ) I
oto jesteśmy w Berlnie . Nasza dzielna dwójka przewodnikó - kartografów (
Sytko i Agnieszka ) ustala trasę ( którą po drodze zmieniamy 3 razy : ) .
Idziemy więc pzez berlin , krążymy i
kombinujemy ale wszystko z dobrym skutkiem . Wreszcie trafiamy do dzielnicy któa
Bacikowi kojaży się z Manchesterem...niewątpliwie słusznie . Jest "
industrialnie :" a w dodatku wieje wiatr i kropi deszcz . Sama Arena
dzielnie stoi nad rzeką pnąć się w górę swymi ceglastymi murami . Pod bramą
małą grupka niemrawych niemiaszków . Czesc z nas udaje się do McDonalda ,
czesć na kebaba . Tu piwko , tam papierosek . I jesteśmy najfajniejsi ze
szystkich..taka prawda . Niemcy pod bramą są drętwi i bez sensu . Zajwia się
dwuch kolesi z gitarami i oczywiście młodzi słowianie są jdynymi któzy mają
owagę i chęć wspomódz ich wokalnie ( ciekawe czemu tak prędko się zwinęli
: ) . Zjwiają się kolejni APOwcy tym razem za pomocą samochodu . Deszczyk
kropi więc kryjemy się pod parasolami i śpiewamy..cloudburst , i will believe
, alive. Jest poprostu świetnie . Napięcie rośnie .
Wreszcie zaczynają wpuszczać na teren obiektu . Szybka kontrola biletów ,
przeszukanie i biegiem do hali . NIe wiem jak innych ale mnie orzdziera totalna
euforia ( zresza po zachoaniu innych wnioskuję że ich też :) ) . Biegeim do
szatni i już pod scene . Zajmujemy miejsca na lewo od głównego mikrofony z
samego przodu . Nadchodzi czas oczekiwania . Głośniki grają
proste gitarowe kwałki ..klika instrumentalnych beatlesów w sam raz do pośpiewania
. Plecy i nogi zaczynają boleć . Ludzi mało . Za mało . Tak nam się wydaje
. Ale z czasem zbiera się więcej i wiecej aż wreszcie wypełniają całą halę
( tak to przynajmniej wygląda z naszej prspektywy . Wreszcie gasn światał .
Krótki ryk i na scenie pojawaiją się the hiss . Jest więc okzja by pokiwać
główką czy potupać nóżką zaciągajc się lucky strikem ( dzięki
Agnieszko ) Panowie grają napradę fajnie . Baasistka mużynka jest poprostu świetnia
. Wogóle jest głośno i tak jakl być powinno . 7-8 piosenek i z głowy ...
ale cale się nie dłużyło..przynajmniej mi . Obsługa montuje na scenie już
właściwy oasisowy osprzt . Srojenie gitar , reguloanie wysokości mikrofonu (
nie za wysoko...kolejny raz przekonałem się że liam jest wielki duchem ale
ciałem nie za bardzo : ) ) .
I wreszcie gasną światła . Całą sala ryczy z podniecenia . Najpierw z głoników
dobywa się " this is not a drill " by z czasem łagodnie przejsć do
Fuckin in the bushes . Wszyscy odryay się o ziemi . Oasis wbijają na scenę .
Liam w bojówkach moro , jakiejś czarnej kurtałce i lenonkach . Zaczyna się
jazda . A właściwie alka o przeżycie . JEstem na skraju młyna . Przede mną
zbita grupa ludzi pod barierką..a za mn cotu dużo mówić ...banda kretynów .
Sposób w jaki się bawią nie jest mi obcy..znam go chociażby z lokalnych
dennych koncertów Kultu czy Piżamy Porno . Generalnie sprowadza się to do
tego by się rozpdzić i jak najmocniej w kogoś przypieprzyć albo najlepiej
tak rozbujać tłum żeby wszysycy stracili równowagę . Na szczęscie taktyki
koncertowe nie są mi obce więc z wykożystaniem aprawnego jeszcz błędnika
oraz dwuch twardych łokci utrzymuję się na powieżchni ..zkoda tylko że
walka o łyk powietrza i grunt pod stopami odwraca ówagę o tego co dzieje się
na scenie ..a ddzieje sie nie byle co . Co kawałek to lepszy . Mnie nakbarziej
ciesza te których wcześniej nie słyszałem . Bring it on down , songird i
wyczekan od kieey pamitam Champagne Supernova ... genmialna . W jej trakcie
cała salę zalewa niebieskie wiatło...liam mówi coś o tym że to na
uspokojenie ( widać że muzycy też widzą że na dole jest nie ciekawie (
wiecei że na jednym z czśniejszych koncertów oasis przestali grać po
pierwszym kawaku bo niemickie wieśniaki wywrócóiły barierkę ochronną ? Na
szczęscie po doprowadzeniu wszystkiego do porzdku wróćili na scenę . ) ....
wybrzmiwają pierwsze akordy tego genielnego kawałka . W momencie kiedy noel
zaczyna grać moją ukochan solówkę z CS oczy zachodzą mi łzami . To był
dla mni najpiekniejszy moment koncertu .
A co jeszcze utkwiło mi w pamięci ? SYCHO . Najpier liam chwli się swoimi
nowymi siekaczami . Potem od jego łydki odbija się nasza flaga zawizana w supeł
. Rzuca okiem , kończy wers i zchodzi ze sceny . Byłęm na tyle poddenerwowany
że ubzdurałem sobie że zszedł już definitywnie . Już myślałem że będziemy
świadkami kolejngo konertu bez główngo wokalisty . Tak to wygldało z mojej
perspektywy . Noel wygłasza krótki monolog z którego nie rozómiem ani słowa
( wogóle tym razm nie uało mi się rozszyfroać ani jednej sentencji
wypowiedzianej przez braciszków a trochę tego było ) . Wybrzmiawa LBL . I co
tu móuić ..niemcy to banda idiotów ... mogę jeszcze zrozómiećpogoanie przy
hung in a bad plce czy mroning glory ale...przy LBL ? Przy songbirdzie ??? !
..dno . Chciaoby się unieść rce , zamknć oczy i
posłuchać ale nie ma na to najmniejszej szansy skoro ze wszystkich stron sypią
się ciosy . No ale cóż...tak czy inaczej songbird brzmi i wygląda poprostu
wspaniale...po sali rozlewa się fala ciepła . liam śpiewa , klaszcze . Noel i
Gem na gitarach . Cueńko ..istna perełka . I aż prosi się jescze coś
akustycznego...nic z tego . Wybrzmieaj kolejne kaałki , na plecach pojwiaj się
kolejne siniaki . Jaki niemiecki śmieć celnym strzałem zrzuca mi z noca
okulaey któe n saczescię łapię w locie . Aż wreszcie oasis zchodzą ze
sceny . Chila oczekiwania i spodziewany bis . Rozbrzmiewa loop FON . trwa i trwa
aż wreszcie nascene waca zespoł bez liama . FON brzmi wspaniale . Obok CS i
Songbirda to mój faworyt wieczoru . Na piewanie nie mam ju siły..oczy zachozą
mi mgłą . Koniec. Noel zaczyna gadać ...nie mam pojęcia o czym . Dziękuje
klawiszowcowi ( Wykapany Harisson ) i zaczyna grać DLBIA . Niestety..czegoś tu
brakuje . Pierwsy refren jeszcze daje zaśpiewać publicznoci....drugi inaczej
niż zwykle odpiewuje sam . Jakoś nie czuję tym momencie tej magi . Może
poprostu nie mam już siły . zkoda że sporzytkowałęm ją nie na to na co
powinienem . P chwili wraca Liam . Panowie znowu wymieniają kilka słów i kończą
moncert wspaniałą ersją my genration . Dobywam skdś ostatni zapas energii i
dre się w niebogłosy pogrżony w szalonym tańcu..jak zresztą wszysycy wokół
. I the end . Liam wędruje na lew stronę sceny . Zbiera owacje i zchodzi .
Noel pozbywa się kostki gitarowej , ciska w tłum tamburynem ( zresztą kilku
niemców trzymało karton z napisem "
tambourine here please " czy co w tym stylu ... ja pieprzę co za wieś ! )
i też wdruje za scene . W ślad za nim reszta zespołu . Dalej już tylko
wonderwall z taśmy , woda z kranu , kurtki z szatni i na miasto .
Na ten koncert mogę popatrzeć z dwuch stron . Z jednej strony zespół spisałsię
na złoty medal z wyróznieniem ...no zagarli poprostu cudownie...nie mam się
do czego przyczepić . Pod względem muzycznym ten wuystęp nie ustępuje w
niczym koncertowi w paryżu . NIe potrafię wymeinić choć by jdnego słabszego
utworu . CHoć by jednego momentu nudnego czy bez polotu . Niestety z drugiej
strony jest publika . Tu czegoś zabrakło . Konkretnie tej wzniosłej atmosfery
któr czułem w zenicie . Brakowało mi tych tysięcy rąk wystrzeliwujcych na
raz w górę , tysięcy gardeł śpiewajcy razem DLBIA . Były wspólne śpiewy
ale jednak dało się odczuć w tym jakieś braki . Poprostu ludzie w okół nie
stanowili jakiejś jednej wspólnej całości .
Zamiast razeem przeżywać ten piękny wieczór wydawało sie że chcą o sobie
nawzajem popzuć . Dlatego żałuje że dałem się wyrwać z apowego kręgu i
poniesć w mły...nie ma to jednak jak wśró swoich . Bardzo się np ucieszyłem
gdy w tłumie na trafiłem na rękę kasi i besza lub gdy mogłem ramie w ramię
z juniorem odśpiewać cudne CS .
Liam jest kimś zupełnie nisamowitem..zresztą pisałem to ju we wrześniu .
Nie mogę z tego gościa spóżcić wzroku . Gdyby ktokolwiek inny zachowywałsię
tak jak on ( zabawy z tamburynem , pozy , gest ) uznał bym go za idiote.. jego
wykoaniu jest to wszystko genialne . dla mnie może srać na n brzegu sceny
kiedy cały zespół gra a noel zasępuje go w roli wokalisty a i tak całą
uwag skupi na jego postaci . Pierwszy raz życiu pałąm podobnymi emocjami w
kierunku faceta :)))) . Co tu gadać ..to geniusz..dla mnie oasis to on .
Kiedy wyszedłęm z hali czułem jakiś dziwny niedosyt , trochę żal ale z każdą
nastepną minutą miniony konert wydawał mi się coraz wspanialszy tak że gdzy
kilkanacie godzin póżniej dotrałęm do domu odrazu wbiłem do swjego pokoju
żebt spędzić tam 2 h śpiewajc swoim i tak juz zdartym głosem . Tak więc
pomimo wspomnianych minusów wieczór zaliczam do jednego z 10 najwspanialszych
w żciu... co więcej..do jednego z 5 najspanialszych . Był to jeden z 4
najlepszych kocertów jakie widziałem . Tu nie ma pierwszego miejsca...zmienia
się ono zależnie od dnia i godziny.
Tymczasem wracajc do tamtej nocy . Po koncercie zebralimy się w jdnym miejscu i
wbilimy w nocny berlin . Wykończeni i przemoczen8i potem do suchej nitki . Na
szczescie po średnio krótkiej wędrówce w tę zimn noc trafiliśmy do jakiegoś
tureckiego przybuytku otwartego 24 godziny na dobe . Okzał się że owwzem
znajdzie się 11 miejsc więc oto mieliśmy metę na najbliższe kilka godzin .
W środku piweczko , cola , kebaby ( dzięki córko i foxer za
resztki..co my byśmy bez was biedni poczęli ? :) ) W tv najpierw mecz (
manchester unieted vs coś tam..pieprzę piłkę nożną więc nie wiem z kim o
co i w czym grali ) . Potem w gółośnikach tandetne disco techno na szczescie
zastąpione z czasem Paryskim koncertem coldplaya ( dzięki foxer ) . No i co
...gadka zmtka co się komu podobało a co nie . I nagle decyzja żeby dalej w
moasto . Więc ruszyliśmy . Chcą dostać się kolejką pod bramę brandenburską
. Grzejc się śpiewem wdrowaliśmy dalej ciemnymi ulicami by odkryć że
transport publiczny w nocy nie działa . Ze zwiedzania nici . POzostawało nam
wrócić na dworzec . Kasy na autobus brak więc pozostało nam wracać by nóżki
. Nasza dzielna ekipa kartogafów niewiele wskórało więc ostatecznie wróćiliśmy
po swoich własnych porannych śladach . Nuie wiem o której byliśmy na
miejcu...czesnym rankiem póżną nocą . Podłoga okazała się wystarczająco
wygodna by przekimać na niej półtorej godziny . OBudziło mnie potworne zimno
. Na szczęście pociąg porotny ndjechałprędko i sprawni więc po krótkiej
drzemce byliśmy spowrotem w polsce . Poczekalnie przywitałą nas potwornym
smrodem i ubogim menu ale wystarvczyły nam ławki i kawa . I cóż . Z czasem
cześć luzi wbiła w pociąg do gorzowa a junior , besz , kasia i gwiazdoir i
ja udalimy się przez głogów do wrocławia umilając sobie podróż
humorystycznymi pogadankami .
Ogólnie to jestem poprostu zachwycony . ...no ludzie ja za wami poprsotu zaczłem
tęsknić jak wróciłem do domu ! Bawiłem sie poprostu fantastycznie od 9 rano
we wtorek do do 13:30 w czwartek . Dobrze być poprostu wśród ludzi którzy
wiedzą o co chodzi . Któżu czuj dokładnie ten sam klimat jaki ja czuję .
Nie mogę sobie wyobrazić lepszej ekipy do wyjazdu na koncerty więc jeśli
tylko finnse pozwolą to jestem gotów na kolejną taką wyprawę . A myślę że
i zjeździk gdzieśna początku wakacji byłby pięknym pomysłem .
Zjazd , koncert , atmosfera....wszytko fantastyczne . ... trzy wspaniałem dni
ż życiu ..WIELKIE DZIĘKI !
Czako, 13 marca 2003
Sprawozdanie,
Sytko, 13 marca 2003
Sprawozdanie,
Kaśia, 14 marca 2003
Na stronie Trójki
znajduje się recenzja Sytko.
Zdjęcia w ich
oryginalnej wielkości znajdziesz na stronie: talktonight2/foto_kasia
Właściwie nie wiem czy
komuś się będzie chciało brnąć przez ten koślawy tekst ale piszę go właściwie
dla sobie żeby sobie jeszcze raz przeżyć te trzy rewelacyjne dni .
We wtorek wczesnym rankiem zerwłąme się z łózka , obudziłęm braciszka i
wbiliśmy na dworzec . Tam spotkaliśmy się z Kasią i Gwiazdorem ( któych
oczywiście nie poznałęm i jak zwykle niezawodne okazały się komórki ) . Po
chwili zjawili się też Besz ( kumpel mojego brata ( Juniora ) i Agnieszka . W
takim skłdzie wsiedliśmy w pocig ( dorgi zresztą jak jasny gwint bo okzało
się że połowę trasy trzeba przejechać ekspresem . W przedziale przełąmanie
pirwszych lodów , zaghajenie rozmowy itp :) . Troszkę sobie z juniorem powyliśmy
, z agą na fajkę się wyskoczyło i nim się obejrzałęm byliśmy już w krzyżu
. Trzeba było jakoś spożytkować te 2,5 h któe zostały nm do przyjazdu
kolejnego pocigu . Co też uczyniliśmy . Szybkie zakupy w sklepie ) piwo wino wódka
ajzz ..a konkretnie kilka piwek , papieroski , 2 nalewki , ciasteczka ) i z wyłdowanymi
śiatakami , widzeni kobiecą intuicją Agnieszki poczęlimy szukać miejsca na
piknik ...znaleźlimy idealne . stolik i 2 ławki pod blokami koło kubłów na
śmieci . Tu następowało dalsze przełamuwanie lodów ( o ile przyjemniejsze
pod wpływem piwa wina wóki i jazzu : ) )
Jeszcze kilka fotek i wybiła godzina odjazdu do Gorzowa . Znowu ledwo co zdżyliśmy
na pociąg..ale jednak . I około 17 byliśmy na miejcu ( po drodze w napadzie
pijackiej wyobrażni wyrzuciłem przez okno ( przypadkiem !! ) pamiętne kasine
logo oasis jeszcze z czasów spotkania w Poznaniu ...sorry dziewczynko !! :) .
Na dworcu odebrał nas Sytko ..nasz mentor , przewodnik i gruru kartografii .
Wbiliśmy pod do klubu...jeszcze zamkniętego więc wbiliśmy tylnymi drzwiami .
Tam szef poinformował nas co i jak ( jedzonko do zamówienia z bratniej knajpy
, alkohol niedostępny dla młodzieży młodszej , sprzęt grający taki a taki
. ) i przejęliśmy knajpę . Na telebimach lecą a to teldyski , a to
wywietlane są zdjęcia z nszych poprzednich zjazdów a to jakiś koncert .
Ludzie się powoli schodzą , my się też rozkręcamy . Zaczyna się wielkie
granie . Mamy bas , 2 gitary , klawisze i tamburyny . Klawiszowiec jest
przygotowany doskonale..w jego maszyneri zapamitane są różne wstawki
perkusyjne itd z piosenek oasis . Champagne Supernova i np Gas Panic brzmią
naprawdę świetnie . Zresztą inne też . Na poczatku znosimy mikrofony ze
sceny i śpiewamy siedząc " na widowni " ale z czasem nabieramy
odwagi i coniektózy z nas zasiadają na krzesełkach stojcych na scenie .
Ludziom się naprawdę podoba nawet tym któzy z oasis nie maj nic wspólnego (
jak mi mówił póżniej szef klubu niektózy zaglądneli przypakiem na jedno
piwko...a wyszli z pubu o 2-giej w nocy ..to o czymś świadczy ) . Potem
przerwa w graniu na FTM i czy There And Than . Znowu my na scenę . Oasis oasis
oasis ... stone roses , myslovitz , the verve . Klimaty znane i lubiane . W międzyczasie
wyskoczyłęm z juniorem i beszem na zwiedzanie Gorzowa . Pojeździliśmy
tramwajem , pośledziła nas policja . ważne było dla nas obczajenie terenu w
zwizku z tym że nie mieliśmy wykupionych miejsc w schronisku .I choć warunki
meteo w żaden sposób nie sprzyjały nocowaniu pod gołym niebemen nie dalimy
się przekonać do wspomnianego schroniska . Tymczasem ekipa coraz bardziej pod
wpływem ( pozdrowienia dla Burta :) ) . Śpiew przeradza się powoli w wycie .
Umykają nam z pamięcy akordy gitarowe , teksty..ale kto by się przejmował
szczegółami ...biesiadujemy dalej .
Jednak z czasem ludzie zaczęli się rozchodzić . Najpierw obcy , potem
nasi..zwartą grupą do noclegowni . W klubie zostaliśmy ja , junior, besz i
obsługa . Na szczęście szef klubu zaoferoałnam nocleg u siebie w domu wic
zamiast szlajać się po zalabym deszczem Gorzowie zajechalimy merolem pod
poniemiecką willę gdzie posiliwszy się grochóką o godzinie 3 w nocy
spokojnie pogrążyliśmy się w śnie ( pozdorwienia dla kuby... wspaniały człowiek
mówię wam ) . Rano budzik obudził o 10 tej . Spotkanie było umówione na
10:45 . Oczywicie nie zdżyliśmy więc zmieniwszy plany przez komórkę
posililiśmy się w " jadłodajni pod łabędziem " ( pierogi ruskie ,
naleśniki , stek weprzowy , kompot i orenżada ...wszystko pół darmo jak to w
baracgh mlcznych ...cudo ! ) i dalej na dworzec . Nejpier przeprawa do kostrzyna
. Potem zakup biletów do berlina ( droooogo ! ... w dodatku pkp zasysa jeszcze
po 18 zł za przejazd przez jakiś marny mot graniczny..Złodzieje ! ) . Tym ro
sposobem w portwelach dwuch z trzech braci B ( :) ) została bezdenna pustka .
Podróż mija nam spokojnie i bez ekscesów ( poza huligańskim wybrykiem
Gwiazdora któy położyłnogi na siedzeniu za co oberwał od konduktora : ) I
oto jesteśmy w Berlnie . Nasza dzielna dwójka przewodnikó - kartografów (
Sytko i Agnieszka ) ustala trasę ( którą po drodze zmieniamy 3 razy : ) .
Idziemy więc pzez berlin , krążymy i
kombinujemy ale wszystko z dobrym skutkiem . Wreszcie trafiamy do dzielnicy któa
Bacikowi kojaży się z Manchesterem...niewątpliwie słusznie . Jest "
industrialnie :" a w dodatku wieje wiatr i kropi deszcz . Sama Arena
dzielnie stoi nad rzeką pnąć się w górę swymi ceglastymi murami . Pod bramą
małą grupka niemrawych niemiaszków . Czesc z nas udaje się do McDonalda ,
czesć na kebaba . Tu piwko , tam papierosek . I jesteśmy najfajniejsi ze
szystkich..taka prawda . Niemcy pod bramą są drętwi i bez sensu . Zajwia się
dwuch kolesi z gitarami i oczywiście młodzi słowianie są jdynymi któzy mają
owagę i chęć wspomódz ich wokalnie ( ciekawe czemu tak prędko się zwinęli
: ) . Zjwiają się kolejni APOwcy tym razem za pomocą samochodu . Deszczyk
kropi więc kryjemy się pod parasolami i śpiewamy..cloudburst , i will believe
, alive. Jest poprostu świetnie . Napięcie rośnie .
Wreszcie zaczynają wpuszczać na teren obiektu . Szybka kontrola biletów ,
przeszukanie i biegiem do hali . NIe wiem jak innych ale mnie orzdziera totalna
euforia ( zresza po zachoaniu innych wnioskuję że ich też :) ) . Biegeim do
szatni i już pod scene . Zajmujemy miejsca na lewo od głównego mikrofony z
samego przodu . Nadchodzi czas oczekiwania . Głośniki grają
proste gitarowe kwałki ..klika instrumentalnych beatlesów w sam raz do pośpiewania
. Plecy i nogi zaczynają boleć . Ludzi mało . Za mało . Tak nam się wydaje
. Ale z czasem zbiera się więcej i wiecej aż wreszcie wypełniają całą halę
( tak to przynajmniej wygląda z naszej prspektywy . Wreszcie gasn światał .
Krótki ryk i na scenie pojawaiją się the hiss . Jest więc okzja by pokiwać
główką czy potupać nóżką zaciągajc się lucky strikem ( dzięki
Agnieszko ) Panowie grają napradę fajnie . Baasistka mużynka jest poprostu świetnia
. Wogóle jest głośno i tak jakl być powinno . 7-8 piosenek i z głowy ...
ale cale się nie dłużyło..przynajmniej mi . Obsługa montuje na scenie już
właściwy oasisowy osprzt . Srojenie gitar , reguloanie wysokości mikrofonu (
nie za wysoko...kolejny raz przekonałem się że liam jest wielki duchem ale
ciałem nie za bardzo : ) ) .
I wreszcie gasną światła . Całą sala ryczy z podniecenia . Najpierw z głoników
dobywa się " this is not a drill " by z czasem łagodnie przejsć do
Fuckin in the bushes . Wszyscy odryay się o ziemi . Oasis wbijają na scenę .
Liam w bojówkach moro , jakiejś czarnej kurtałce i lenonkach . Zaczyna się
jazda . A właściwie alka o przeżycie . JEstem na skraju młyna . Przede mną
zbita grupa ludzi pod barierką..a za mn cotu dużo mówić ...banda kretynów .
Sposób w jaki się bawią nie jest mi obcy..znam go chociażby z lokalnych
dennych koncertów Kultu czy Piżamy Porno . Generalnie sprowadza się to do
tego by się rozpdzić i jak najmocniej w kogoś przypieprzyć albo najlepiej
tak rozbujać tłum żeby wszysycy stracili równowagę . Na szczęscie taktyki
koncertowe nie są mi obce więc z wykożystaniem aprawnego jeszcz błędnika
oraz dwuch twardych łokci utrzymuję się na powieżchni ..zkoda tylko że
walka o łyk powietrza i grunt pod stopami odwraca ówagę o tego co dzieje się
na scenie ..a ddzieje sie nie byle co . Co kawałek to lepszy . Mnie nakbarziej
ciesza te których wcześniej nie słyszałem . Bring it on down , songird i
wyczekan od kieey pamitam Champagne Supernova ... genmialna . W jej trakcie
cała salę zalewa niebieskie wiatło...liam mówi coś o tym że to na
uspokojenie ( widać że muzycy też widzą że na dole jest nie ciekawie (
wiecei że na jednym z czśniejszych koncertów oasis przestali grać po
pierwszym kawaku bo niemickie wieśniaki wywrócóiły barierkę ochronną ? Na
szczęscie po doprowadzeniu wszystkiego do porzdku wróćili na scenę . ) ....
wybrzmiwają pierwsze akordy tego genielnego kawałka . W momencie kiedy noel
zaczyna grać moją ukochan solówkę z CS oczy zachodzą mi łzami . To był
dla mni najpiekniejszy moment koncertu .
A co jeszcze utkwiło mi w pamięci ? SYCHO . Najpier liam chwli się swoimi
nowymi siekaczami . Potem od jego łydki odbija się nasza flaga zawizana w supeł
. Rzuca okiem , kończy wers i zchodzi ze sceny . Byłęm na tyle poddenerwowany
że ubzdurałem sobie że zszedł już definitywnie . Już myślałem że będziemy
świadkami kolejngo konertu bez główngo wokalisty . Tak to wygldało z mojej
perspektywy . Noel wygłasza krótki monolog z którego nie rozómiem ani słowa
( wogóle tym razm nie uało mi się rozszyfroać ani jednej sentencji
wypowiedzianej przez braciszków a trochę tego było ) . Wybrzmiawa LBL . I co
tu móuić ..niemcy to banda idiotów ... mogę jeszcze zrozómiećpogoanie przy
hung in a bad plce czy mroning glory ale...przy LBL ? Przy songbirdzie ??? !
..dno . Chciaoby się unieść rce , zamknć oczy i
posłuchać ale nie ma na to najmniejszej szansy skoro ze wszystkich stron sypią
się ciosy . No ale cóż...tak czy inaczej songbird brzmi i wygląda poprostu
wspaniale...po sali rozlewa się fala ciepła . liam śpiewa , klaszcze . Noel i
Gem na gitarach . Cueńko ..istna perełka . I aż prosi się jescze coś
akustycznego...nic z tego . Wybrzmieaj kolejne kaałki , na plecach pojwiaj się
kolejne siniaki . Jaki niemiecki śmieć celnym strzałem zrzuca mi z noca
okulaey któe n saczescię łapię w locie . Aż wreszcie oasis zchodzą ze
sceny . Chila oczekiwania i spodziewany bis . Rozbrzmiewa loop FON . trwa i trwa
aż wreszcie nascene waca zespoł bez liama . FON brzmi wspaniale . Obok CS i
Songbirda to mój faworyt wieczoru . Na piewanie nie mam ju siły..oczy zachozą
mi mgłą . Koniec. Noel zaczyna gadać ...nie mam pojęcia o czym . Dziękuje
klawiszowcowi ( Wykapany Harisson ) i zaczyna grać DLBIA . Niestety..czegoś tu
brakuje . Pierwsy refren jeszcze daje zaśpiewać publicznoci....drugi inaczej
niż zwykle odpiewuje sam . Jakoś nie czuję tym momencie tej magi . Może
poprostu nie mam już siły . zkoda że sporzytkowałęm ją nie na to na co
powinienem . P chwili wraca Liam . Panowie znowu wymieniają kilka słów i kończą
moncert wspaniałą ersją my genration . Dobywam skdś ostatni zapas energii i
dre się w niebogłosy pogrżony w szalonym tańcu..jak zresztą wszysycy wokół
. I the end . Liam wędruje na lew stronę sceny . Zbiera owacje i zchodzi .
Noel pozbywa się kostki gitarowej , ciska w tłum tamburynem ( zresztą kilku
niemców trzymało karton z napisem "
tambourine here please " czy co w tym stylu ... ja pieprzę co za wieś ! )
i też wdruje za scene . W ślad za nim reszta zespołu . Dalej już tylko
wonderwall z taśmy , woda z kranu , kurtki z szatni i na miasto .
Na ten koncert mogę popatrzeć z dwuch stron . Z jednej strony zespół spisałsię
na złoty medal z wyróznieniem ...no zagarli poprostu cudownie...nie mam się
do czego przyczepić . Pod względem muzycznym ten wuystęp nie ustępuje w
niczym koncertowi w paryżu . NIe potrafię wymeinić choć by jdnego słabszego
utworu . CHoć by jednego momentu nudnego czy bez polotu . Niestety z drugiej
strony jest publika . Tu czegoś zabrakło . Konkretnie tej wzniosłej atmosfery
któr czułem w zenicie . Brakowało mi tych tysięcy rąk wystrzeliwujcych na
raz w górę , tysięcy gardeł śpiewajcy razem DLBIA . Były wspólne śpiewy
ale jednak dało się odczuć w tym jakieś braki . Poprostu ludzie w okół nie
stanowili jakiejś jednej wspólnej całości .
Zamiast razeem przeżywać ten piękny wieczór wydawało sie że chcą o sobie
nawzajem popzuć . Dlatego żałuje że dałem się wyrwać z apowego kręgu i
poniesć w mły...nie ma to jednak jak wśró swoich . Bardzo się np ucieszyłem
gdy w tłumie na trafiłem na rękę kasi i besza lub gdy mogłem ramie w ramię
z juniorem odśpiewać cudne CS .
Liam jest kimś zupełnie nisamowitem..zresztą pisałem to ju we wrześniu .
Nie mogę z tego gościa spóżcić wzroku . Gdyby ktokolwiek inny zachowywałsię
tak jak on ( zabawy z tamburynem , pozy , gest ) uznał bym go za idiote.. jego
wykoaniu jest to wszystko genialne . dla mnie może srać na n brzegu sceny
kiedy cały zespół gra a noel zasępuje go w roli wokalisty a i tak całą
uwag skupi na jego postaci . Pierwszy raz życiu pałąm podobnymi emocjami w
kierunku faceta :)))) . Co tu gadać ..to geniusz..dla mnie oasis to on .
Kiedy wyszedłęm z hali czułem jakiś dziwny niedosyt , trochę żal ale z każdą
nastepną minutą miniony konert wydawał mi się coraz wspanialszy tak że gdzy
kilkanacie godzin póżniej dotrałęm do domu odrazu wbiłem do swjego pokoju
żebt spędzić tam 2 h śpiewajc swoim i tak juz zdartym głosem . Tak więc
pomimo wspomnianych minusów wieczór zaliczam do jednego z 10 najwspanialszych
w żciu... co więcej..do jednego z 5 najspanialszych . Był to jeden z 4
najlepszych kocertów jakie widziałem . Tu nie ma pierwszego miejsca...zmienia
się ono zależnie od dnia i godziny.
Tymczasem wracajc do tamtej nocy . Po koncercie zebralimy się w jdnym miejscu i
wbilimy w nocny berlin . Wykończeni i przemoczen8i potem do suchej nitki . Na
szczescie po średnio krótkiej wędrówce w tę zimn noc trafiliśmy do jakiegoś
tureckiego przybuytku otwartego 24 godziny na dobe . Okzał się że owwzem
znajdzie się 11 miejsc więc oto mieliśmy metę na najbliższe kilka godzin .
W środku piweczko , cola , kebaby ( dzięki córko i foxer za
resztki..co my byśmy bez was biedni poczęli ? :) ) W tv najpierw mecz (
manchester unieted vs coś tam..pieprzę piłkę nożną więc nie wiem z kim o
co i w czym grali ) . Potem w gółośnikach tandetne disco techno na szczescie
zastąpione z czasem Paryskim koncertem coldplaya ( dzięki foxer ) . No i co
...gadka zmtka co się komu podobało a co nie . I nagle decyzja żeby dalej w
moasto . Więc ruszyliśmy . Chcą dostać się kolejką pod bramę brandenburską
. Grzejc się śpiewem wdrowaliśmy dalej ciemnymi ulicami by odkryć że
transport publiczny w nocy nie działa . Ze zwiedzania nici . POzostawało nam
wrócić na dworzec . Kasy na autobus brak więc pozostało nam wracać by nóżki
. Nasza dzielna ekipa kartogafów niewiele wskórało więc ostatecznie wróćiliśmy
po swoich własnych porannych śladach . Nuie wiem o której byliśmy na
miejcu...czesnym rankiem póżną nocą . Podłoga okazała się wystarczająco
wygodna by przekimać na niej półtorej godziny . OBudziło mnie potworne zimno
. Na szczęście pociąg porotny ndjechałprędko i sprawni więc po krótkiej
drzemce byliśmy spowrotem w polsce . Poczekalnie przywitałą nas potwornym
smrodem i ubogim menu ale wystarvczyły nam ławki i kawa . I cóż . Z czasem
cześć luzi wbiła w pociąg do gorzowa a junior , besz , kasia i gwiazdoir i
ja udalimy się przez głogów do wrocławia umilając sobie podróż
humorystycznymi pogadankami .
Ogólnie to jestem poprostu zachwycony . ...no ludzie ja za wami poprsotu zaczłem
tęsknić jak wróciłem do domu ! Bawiłem sie poprostu fantastycznie od 9 rano
we wtorek do do 13:30 w czwartek . Dobrze być poprostu wśród ludzi którzy
wiedzą o co chodzi . Któżu czuj dokładnie ten sam klimat jaki ja czuję .
Nie mogę sobie wyobrazić lepszej ekipy do wyjazdu na koncerty więc jeśli
tylko finnse pozwolą to jestem gotów na kolejną taką wyprawę . A myślę że
i zjeździk gdzieśna początku wakacji byłby pięknym pomysłem .
Zjazd , koncert , atmosfera....wszytko fantastyczne . ... trzy wspaniałem dni
ż życiu ..WIELKIE DZIĘKI !
Czako, 13 marca 2003
Sprawozdanie,
Sytko, 13 marca 2003
Sprawozdanie,
Kaśia, 14 marca 2003
Zdjęcia
ze Zjazdu w Gorzowie, 2002. Dzięki, mef.
[
pusto ]
Zdjęcia ze zjazdu w Poznaniu, 2002.
Dziękuję Wszystkim...
W tygodniku Nasza
Środa z dnia 3-go lipca br. znajduje się wzmianka o zjeździe oraz fotka -
idziemy w miejsce docelowe. Dzięki, Foxer!


Zdjęcia z Wrocławia, 2001
|